czwartek, 15 października 2015

6. Tam Coc - Trzy Jaskinie

Wstaje o 07:00, dzień wcześniej dowiedziałem się, że śniadanie jest od 07:30. Mam pociąg o 09:00.
O 07:45 schodzę do recepcji, gdzie mieści się również mały bar. Roleta na drzwiach wejściowych zasunięta, gość (ten, który posprzątał mi pokój) śpi na złożonych krzesłach. Budzi się, ja pytam o śniadanie, on coś burczy i zamyka oczy. No to śniadania dziś nie będzie. Idę do pokoju, biorę plecak i schodzę do wyjścia. I tak biedak musi wstać, by mnie wypuścić.
Do dworca kolejowego mam może 10 minut piechotą.
Podchodzę do kasy, widzę przerażenie w oczach kasjerki. Ale ona jeszcze nie wie, że mam dla niej niespodziankę. Jestem przygotowany - napisałem na kartce po wietnamsku jakie bilety potrzebuje (datę, godzinę, numer pociągu, klasę), podaję jej kartkę, ona czyta i zabiera się do drukowania biletów. Sukces - mam bilety jakie chciałem.
Pierwsza podróż w klasie hard seat (twarde siedzenia czytaj drewniane). To tylko ponad 2 godziny, więc spokojnie dam radę. Oczywiście jestem jedynym turystą w przedziale. Na stacji w Ninh Binh zaczepia mnie gościu z ofertą noclegu za 6 USD. Staje na 10 USD za dwa noclegi.
Następnego dnia wypożyczam rower i jadę 10 km do miejsca skąd rozpoczyna się spływ do Trzech Jaskiń. Łódki są dwuosobowe, tu dowiaduje się, że jeśli popłynę sam muszę zapłacić podwójnie. Decyduje się poczekać, może znajdzie się jakiś samotny chętny na spływ. Nie ma, płynę sam.
Wszystko trwa ok. 2 godzin, przepływa się wśród formacji skalnych i przez trzy jaskinie. Wiosłujący łódkami używają stóp do wiosłowania. Podczas spływu podpływają na łódkach kobiety sprzedające napoje, jeśli nie chcesz dla siebie, kup dla wiosłującego. Ty kupisz, a potem on to odsprzeda pani za pół ceny. Popularne, wietnamskie oszustwo opisane w przewodniku. Nie ze mną takie numery.

Po spływie idę odebrać swój rower zapięty specjalna zasuwą przymocowaną do roweru. Wkładam klucz i.. nie dzieje się nic, zasuwa nie chce się odblokować. Widzi to gościu pilnujący parkingu, próbuje on, próbuje jakaś pani, potem inny pan i bez rezultatu. Na migi pytają o hotel, na szczęście mam wizytówkę, gościu dzwoni do hotelu i przedstawia sprawę. Z tego co zrozumiałem to ktoś z hotelu ma przyjechać. Czekam pół godziny i nie pojawia się nikt. Gościu dzwoni ponownie i tym razem okazuje się, że mają mnie w głębokim poważaniu. Zebrani Wietnamczycy pokazują mi na migi, że tu będzie potrzebna piłka do cięcia. Na to się nie godzę. Zjawia się jeszcze jeden śmiałek i po paru próbach z drutem, naoliwieniem klucza zasuwa puszcza. Jestem uratowany. Mogę jechać dalej.


Początek spływu


W czasie spływu

Pierwsza jaskinia

Druga jaskinia

Sklepy na wodzie


Podczas spływu

Okolice Ninh Binh

Okolice Ninh Binh

Ja tu byłem

Okolice Ninh Binh


Pagoda Du Lich


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz