Jako że AirAsia nie lata tu bezpośrednio, wykupiłem bilet łączony (120 PLN): przelot samolotem do Surat Thani, transfer z lotniska do portu i prom na wyspę. Wszystko to działa bardzo sprawnie. Wyleciałem z Bangkoku o 07:00, a o 11:30 byłem już na wyspie.
Ale od początku...
Kontynuując hasło "bez wczesnej pobudki, dzień stracony" wstałem o 03:40.
Zostawiłem duży plecak w hostelu, spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy do podręcznego cały czas myśląc o czym zapomniałem.
Pociągiem o 04:20 wyjechałem na lotnisko Don Muang. Bilet 5 THB (0,60 PLN). Po 40 min. byłem na miejscu. Lot trwał godzinę, potem transfer do portu i o 10:00 wypłynęliśmy na wyspę Samui. Po 1,5 godz. dopływamy, już widzę białe plaże i dochodzi do mnie czego zapomniałem zabrać...kąpielówek.
Zamieszkałem w "The cottage@Samui". Bungalow za dobę kosztuje mnie 30 PLN. Pogoda jest taka jakiej się spodziewałem, nocą pada, w dzień niebo jest zachmurzone, czasem wychodzi słońce. Do zwolenników plażowania nie należę, wystarczy mi, że woda w morzu jest ciepła.
Stołuję się na pobliskim targu: nóżka z kurczaka - 1,20 PLN, kalmary z grilla - 3 PLN. Tu raczej nie zbankrutuję. W całej Tajlandii obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu: od 14:00 do 17:00 oraz od 24:00 do 11:00. Jakoś sobie z tym radzę:-)
Największą atrakcją plaży Lamai są dwie skały: Hin Yai (babcia) i Hin Ta (dziadek). Nazwy niczego sprośnego nie sugerują, dopóki nie zobaczy się ich na własne oczy:-)
| Plaża Lamai. |
| Plaża Lamai. |
| Mój bungalow. |
| Ogród. |
| Hin Ta. |
| Hin Yai. |
| Zestaw dnia |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz