czwartek, 15 października 2015

5. Droga do socjalizmu

Do Bangkoku dostałem się sprawdzonym sposobem, czyli: prom + autobus + samolot. Szybki nocleg (pobudka o 03:30) i taxi na lotnisko. Wylot do Hanoi o 06:45. Lot trwał godzinę i 20 minut. Odległość od Tajlandii niby nieduża, za to kulturowo ogromna.
Witam w Socjalistycznej Republice Wietnamu.
Jestem tu już po raz trzeci, ostatnio byłem 8 lat temu i o ile kojarzę kraj podobał mi się bardzo, ale problem był
z mieszkańcami, którzy mówiąc łagodnie bardzo mnie irytowali.

Na lotnisku w Hanoi dostaję wizę, na podstawie załatwionej wcześniej promesy. Wszystko trwa może 10 minut.
Płacę 45 USD i wiza wklejona do paszportu.
Wychodzę z lotniska - jest ciepło, ale pada. Autobusem do centrum jadę ponad godzinę. Poszukiwanie zarezerwowanego hotelu zajmuje mi dobre pół godziny. W końcu jest, pokój na 4 . piętrze, windy brak. Gość, który daje mi klucz do pokoju informuje mnie, że to on posprzątał mi pokój. Grzecznie dziękuję. Pokój spoko, ale na połowie ściany taki grzyb, ze można by założyć hodowlę. Nocleg ze śniadaniem kosztował 8 USD, no przecież jestem w stolicy.
Schodzę do recepcji i gość do mnie zagaduje czy podoba mi się pokój. Jest excellent.
Jestem głodny, idę coś zjeść. Jest to oczywiście pho bo - rosół wołowy z makaronem ryżowym. Narodowa potrawa Wietnamczyków. Jem oczywiście na ulicy siedząc na mikroskopijnym, plastikowym krzesełku. Miało być zwiedzanie Hanoi, ale ze względu na padający deszcz wracam do hotelu. Jestem zmęczony po całym dniu w podróży - idę spać. Jutro rano wyruszam dalej.

Witamy w Socjalistycznej Republice Wietnamu

Mój pokój w Hanoi.

Pho Bo

Najlepiej karmią na ulicy

Gdyby komuś znudził się ryż

Wieczorem na ulicach Hanoi

Most Wschodzącego Słońca na Jeziorze Hoan Kiem w Hanoi

Ten sam most nocą





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz