sobota, 14 listopada 2015

14. Wyspa Penang

Przylatuje do Hat Yai o 12:00. Śpieszę się do centrum, bo muszę złapać  busa do Georgetown w Malezji. Wszystko idzie bardzo sprawnie. Wyjście z samolotu i odbiór bagażu zajmuje mi 20 min. Wchodzę do hali przylotów, chcę wyjść, a tu zonk. Widzę tłum ok 300 osób czekający przy zagrodzonej połowie hali. O co kaman? Mnóstwo ochrony, policja jacyś oficjele, czerwony dywan przed wejściem. No tak, na płycie lotniska stał rządowy samolot. Po pół godzinie podjeżdża eskorta policji, parę samochodów i wreszcie ten właściwy. Wszyscy na baczność. Patrzę a tu wchodzi sobie pani z torebką... I przez nią straciłem godzinę, bo tyle trwała cała akcja.
Dopiero o 15:30 mam busa, czyli do Georgetown przyjeżdżam o 21:30. Czeka mnie jeszcze rundka po hotelach, bo nie mam rezerwacji. Znajduję przemiłą norkę za 27 MYR (25 PLN).
Miasto zaczęło przyciągać coraz więcej turystów, a przyczynił się do tego litewski artysta, który na ścianach budynków zaczął tworzyć murale. Można więc spotkać w całym mieście ludzi z mapami, którzy szukają, ukrytych malowideł. Rikszarze  zwęszyli kasę i proponują wycieczki śladem tych oryginalnych dzieł. Można już kupić koszulki, notesy, zeszyty, podkładki itp.
Inni poszli za ciosem i zaczęli malować koty na ścianach, więc wielbiciele tych stworzeń organizują wycieczki ich śladami.
Jest również mnóstwo obrazków satyrycznych wykonanych z drutu. Artyści zawładnęli Georgetown. Jestem tutaj już któryś raz
z kolei i to miasto zaczyna mi się podobać coraz bardziej.
W środę ruszam artystycznym szlakiem, efekty poniżej.














Wtorek, obiad chiński -  zupa z makaronem i kluskami wonton

Środa, obiad indyjski - kurczak chilli i chleb naan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz